AKCJA:

Prawie sprawiedliwość Drukuj
piątek, 16 października 2009 21:11
Autorzy: Konrad Malec, Wioleta Bernacka

Mieszkalnictwo komunalne i socjalne znane było w Polsce już przed wojną. Niestety, coraz częściej realizacja słusznej idei zapewnienia najmniej zamożnym dachu nad głową stanowi karykaturę sprawiedliwości społecznej.

Wałbrzych = Polska

Wiosną 2008 r. Wałbrzych znalazł się we wszystkich mediach. Stało się tak za sprawą głodówki zdesperowanych kobiet, domagających się mieszkań socjalnych.

Po upadku górnictwa wielu mieszkańców Wałbrzycha przestało być stać na zaspokojenie elementarnych potrzeb życiowych, m.in. opłat za czynsz w lokalach spółdzielczych czy komunalnych. Miasto nie zaoferowało im mieszkań socjalnych, pomimo dysponowania wielką ilością pustostanów, które można zaadaptować na ten cel. Niemal 400 rodzin zdecydowało się zająć opuszczone budynki, nie czekając na łaskę magistratu. Wyremontowali lokale w pustostanach, zgłosili obecność u zarządców nieruchomości i płacili karny czynsz.

Taka sytuacja trwała do lipca, gdy miasto postanowiło odzyskać pustostany i zadośćuczynić 800 osobom z listy oczekujących na lokal socjalny. „Dzikim lokatorom” odcięto gaz, prąd i wodę. Urzędnicy napotkali jednak na niespodziewany opór: ludzie zjednoczyli się i rozpoczęli walkę o swoje prawa. Wówczas wyszło na jaw, że ponad połowa z nich ma oficjalnie przyznany przydział na mieszkanie socjalne, a przede wszystkim – że nie jest to żaden margines społeczny, jak starały się przekonywać władze miasta, lecz osoby, które uczciwie zarabiają na życie. Wiele z nich wręcz wyrwało się z marginesu właśnie dzięki przeprowadzce do nowych mieszkań. Jedna z wałbrzyskich gazet opisała historię młodego małżeństwa, które nie ma prawa do lokalu socjalnego, gdyż teoretycznie mogłoby mieszkać z teściami. Sęk w tym, że w obu domach rodzinnych panuje alkoholizm, od którego pragnęli uciec. Dość liczne okazały się także przypadki samotnych matek z trójką czy czwórką dzieci, którym również nie przysługują lokale socjalne. Jaką ofertę pomocy miał dla nich prezydent Wałbrzycha, Piotr Kruczkowski? Dla matek z dziećmi – umieszczenie w domu samotnej matki. Dla osób nie posiadających rodziny – pobyt w schronisku dla bezdomnych...

Społeczny wybuch w Wałbrzychu stanowi część znacznie szerszego problemu, który dotyczy tysięcy osób w wielu miejscach Polski.

Dla kogo „miłosierdzie gminy”?

Problem mieszkań komunalnych reguluje ustawa o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i zmianie Kodeksu cywilnego z 21 czerwca 2001 r. Mówi ona, że gminy powinny zaspokajać potrzeby mieszkaniowe obywateli o niskich dochodach, a także zapewniać mieszkania socjalne i zastępcze. Na lokal komunalny mogą liczyć osoby niezamożne – gmina zawiera z nimi umowę najmu na czas nieokreślony, co przyczynia się do stabilizacji życiowej.

Nieco inaczej wygląda sytuacja jeszcze uboższych, których dochody nie pozwalają utrzymać żadnego lokum. Przysługują im lokale socjalne, zwykle o obniżonym standardzie, czyli np. z toaletą na zewnątrz czy ślepą kuchnią. Płacą maksymalnie połowę najniższej stawki za lokal komunalny, a umowy podpisują na czas określony. Jeśli ich dochody znacząco wzrosną, tracą prawo do lokalu. Wówczas mogą się starać o mieszkanie komunalne

Tu pojawia się pierwszy problem. W przypadku mieszkań komunalnych, ze względu na charakter umowy nie ma szans na odzyskanie samorządowego lokalu, nawet jeśli sytuacja materialna lokatorów znacznie się polepszy. Nie istnieje zatem żadna zachęta dla tych, którzy mogliby poszukać mieszkań spółdzielczych czy prywatnych, oddając zajmowane bardziej potrzebującym. W efekcie, np. w Białymstoku, który posiada całkiem sporo, bo 9 tys. mieszkań komunalnych, ich rotacja jest tak nikła, że kolejka oczekujących sięga już ponad 500 rodzin.

W sprawie konkretnych rozwiązań ustawa pozostawia samorządom swobodę. Nie konkretyzuje choćby tego, komu należą się mieszkania komunalne. W Siemianowicach Śląskich, aby otrzymać taki lokal, należy mieć dochody nie większe niż 954,43 zł (osoba samotna) lub 636,29 zł (na osobę w przypadku gospodarstw kilkuosobowych). Te kwoty są z reguły ustalane w odniesieniu do wysokości najniższej emerytury. Z kolei w Gdańsku na lokal komunalny może liczyć ktoś, kogo dochody nie przekraczają 200% najniższej emerytury w gospodarstwie jednoosobowym lub 150% na osobę w rodzinie, ale już choćby w Krakowie, Gliwicach czy Białymstoku pułap ten jest znacznie niższy i wynosi odpowiednio 150 i 100%, zaś w Pińczowie – zaledwie 130 i 80%.

Gminy mają ponadto prawo do preferowania określonych osób. Regulujące tę kwestię zasady wynikają najczęściej ze zdrowego rozsądku i w większości miast wyglądają podobnie. Pierwszeństwo w kolejce zwykle przyznawane jest osobom pozbawionym dachu nad głową wskutek klęski żywiołowej lub tragicznego zdarzenia, niepełnosprawnym, mieszkańcom budynków grożących zawaleniem, wychowankom domów dziecka, ofiarom przemocy domowej i bezdomnym. Zwykle, aby zostać uznanym za uprawnionego do mieszkania, trzeba żyć w ciasnocie, którą gminy różnie interpretują. Najczęściej wyznacza ją powierzchnia mieszkalna poniżej 5 m2 na osobę, ale w Siemianowicach Śląskich jest to 6 m2, a w Pińczowie – 8 lub 10 dla osoby samotnej.

Podobne zasady obowiązują przy przyznawaniu mieszkań socjalnych, jednak decydujące znaczenie ma bardzo trudna sytuacja materialna. – „W Zielonej Górze na lokal socjalny mogą liczyć osoby, które mają dochody na poziomie 100% najniższej emerytury w przypadku gospodarstwa jednoosobowego i 75% najniższej emerytury w przypadku gospodarstwa wieloosobowego” – informuje Marek Starosta z zielonogórskiego urzędu miasta. W Gdańsku maksymalne dochody uprawnionych do gminnych lokali ustalono na znacznie wyższym poziomie (150 i 100%), w Krakowie wynoszą zaś 120 i 60%. Z kolei w Łodzi progi te są wyraźnie niższe i wynoszą odpowiednio 80 i 50% najniższej emerytury, podobnie jest w Białymstoku (75 i 50%).

Przepisy mówią, że gmina wynajmując mieszkanie komunalne ma prawo zabezpieczyć się przed jego zniszczeniem przez nieodpowiedzialnego lokatora, pobierając kaucję, która nie może przekroczyć rocznego czynszu. Kwota ta jest zwracana w momencie powrotu mieszkania do zasobów miasta lub przy okazji jego wykupu. Co istotne, przy zwrocie jest ona waloryzowana, więc lokator nie jest stratny.

Płacz i czekaj

Wśród niezamożnej części społeczeństwa panuje ogromny „głód mieszkaniowy”. Listy oczekujących na mieszkania komunalne i socjalne obejmują czasami tysiące osób. – „Obecnie na przyznanie mieszkania oczekuje 1858 osób” – informuje Bogumiła Gaweł z Wydziału Gospodarki Lokalowej Urzędu Gminy w niewielkich Siemianowicach Śląskich. Marek Starosta mówi: „W Zielonej Górze na listach osób uprawnionych do otrzymania mieszkań z zasobów komunalnych zakwalifikowanych jest aktualnie 1200 rodzin, z tego 500 z tytułu posiadania wyroków o eksmisję. Kolejnych 250 ma prawo do lokali socjalnych z tytułu niskich dochodów”. Aleksandra Konieczna, z-ca dyrektora Wydziału Polityki Mieszkaniowej UM w Poznaniu, informuje: „Lista osób i rodzin uprawnionych do otrzymania pomocy mieszkaniowej obejmuje 56 pozycji. Ponadto ok. 180 osób i rodzin oczekuje na wskazanie lokalu zamiennego. Do realizacji pozostają także 1272 wyroki o eksmisję z prawem do otrzymania lokalu socjalnego, a 120 pozycji zawiera lista osób oczekujących na wskazanie pomieszczenia tymczasowego”.

W Krakowie na mieszkanie czeka ponad 3300 osób i rodzin, z czego połowa żyje w zatłoczonych lokalach, a prawie tysiąc ma wyroki eksmisyjne i oczekuje na mieszkanie socjalne. Dodatkowo ok. 750 rodzin dostało wypowiedzenia od właścicieli kamienic i niebawem straci dach nad głową. W Łodzi na własne mieszkanie oczekuje ponad 5 tys. rodzin i osób samotnych, połowa z nich ma wyroki eksmisyjne. W tym mieście liczba potrzebujących bezpiecznego, komunalnego mieszkania szybko rośnie, ponieważ po uwolnieniu czynszów wielu właścicieli kamienic podniosło stawki nawet o 300%. Co gorsza, często odłączają oni lokatorom, w większości osobom starszym i niezamożnym, prąd, wodę czy gaz. Jednocześnie w ciągu roku gmina oddaje do dyspozycji zaledwie 300-350 lokali.

We Wrocławiu na mieszkanie od miasta oczekuje ponad 6 tys. rodzin, a w kolejce czeka się nawet 10 lat! Jednocześnie jest to jedno z nielicznych miast, które buduje mieszkania komunalne – w 2005 r. oddano tam do użytku prawie 160 nowych lokali. W Szczecinie na mieszkanie „poluje” niemal 12 tysięcy osób, przy czasie oczekiwania wynoszącym nawet 10-11 lat (za staż powyżej 10 lat można otrzymać... dodatkowe punkty uprawniające do mieszkania). W Białymstoku na mieszkanie socjalne czeka 540 rodzin, przy czym rocznie do miasta wraca zaledwie kilkanaście lokali, a nowych się nie buduje. Dość dobrze na tle reszty Polski wypadają Katowice, gdzie jest ok. tysiąca oczekujących, którzy mają szansę dostać lokal w ok. półtora roku. Ale już w pobliskim Zabrzu kolejka jest szesnastokrotnie dłuższa! W Częstochowie na mieszkanie czeka 2,5 tys. rodzin, a szansę na otrzymanie ich w tym roku ma niewiele ponad setka.

– „W skali Polski liczbę osób oczekujących na mieszkania komunalne szacuję na 750 tys.” – podsumowuje skalę problemu Arkadiusz Borek, prezes Instytutu Gospodarki Nieruchomościami.

Mieszkanie oddam za bezcen

Miejskie zasoby mieszkaniowe mają służyć osobom, które w danym momencie są najbardziej potrzebujące. To właśnie im niedrogi dach nad głową powinien umożliwić elementarną stabilizację i punkt wyjścia do poprawy sytuacji. Jednak przepisy uwzględniają także możliwość sprzedawania mieszkań komunalnych ich najemcom na preferencyjnych warunkach.

W efekcie od kilku lat obserwujemy wyprzedawanie ich za bezcen, tj. z ulgą sięgającą 80-95, a nierzadko nawet 99% wartości. W zależności od czasu zajmowania lokalu, w Białymstoku możemy liczyć na upust od 50 do 90% wartości, w Częstochowie 25-80% zależnie od wieku i stanu technicznego lokalu, przy czym nie można wykupić lokali w budynkach młodszych niż 15 lat, a bonifikaty nie przysługują, gdy budynek jest wpisany do rejestru zabytków lub gdy kupujemy mieszkanie na raty. Gdańscy rajcy ustalili poziom bonifikaty na 90%, ale dotyczy ona tylko budynków powstałych do roku 1990. W Kielcach i Radomiu zniżki wynoszą 80-90%, w Krakowie 88-92%, w Łodzi 80-92%, w Olsztynie i Płocku 50-90%, w Poznaniu 65-90%, w Rzeszowie 70-80%, we Wrocławiu 90-98%, w Kraśniku do 99%, a w Pińczowie 75-85%.

Potencjalne korzyści ze sprzedaży mieszkań komunalnych ich lokatorom odkryto już pod koniec XIX w. w Belgii. Ponieważ o swoją własność ludzie bardziej dbają, w wykupionych mieszkaniach chętniej przeprowadzają remonty, również części wspólnej, np. klatek schodowych. Ponadto, właściciele częściej niż najemcy uczestniczą w życiu publicznym oraz działają społecznie na rzecz innych.

Zwykle jednak samorządy sprzedają mieszkania dla osiągnięcia mniej szlachetnych celów. Szczególnie często pozbywają się lokali, których utrzymanie kosztuje więcej niż wynoszą wpływy z czynszów. Dotyczy to zwłaszcza budynków, w których powstały wspólnoty mieszkaniowe. Miasto, bez względu na ilość posiadanych mieszkań w budynku, ma w nich tylko jeden głos. Zdarza się, że wspólnota decyduje się przeprowadzić remont i miasto musi wyłożyć pieniądze za wszystkich lokatorów, co niekiedy oznacza pokrycie nawet 80% kosztów. Dr Małgorzata Surmańska z Katedry Ekonomii Nieruchomości i Procesu Inwestycyjnego Akademii Ekonomicznej w Krakowie mówi, że gminy wprowadzają wysokie bonifikaty po to, by przenieść z siebie na wspólnoty odpowiedzialność za stan mieszkań. – „Takie działania mają na celu pozbycie się balastu związanego z dekapitalizacją zasobu”.

Podobnego zdania jest prezes Instytutu Gospodarki Nieruchomościami. Uważa on, że gminy powinny wychodzić ze wspólnot mieszkaniowych, szczególnie tych, w których mają mniejszościowe udziały. – „Natomiast gmina musi mieć swój zasób komunalny, który powinien należeć do niej w stu procentach i dzięki któremu może zabezpieczać sferę bytową mieszkańców. Nieraz dochodzi do kuriozalnych sytuacji, że gmina, chcąc się pozbyć problemu, sprzedaje mieszkania z 97-98-procentową bonifikatą, zapominając o tym, że przy okazji wykupu musi zwrócić lokatorom kaucję, wynoszącą często więcej niż owe 2-3%, które płacą oni za mieszkania” – mówi A. Borek. Ponieważ kaucja nie była zdeponowana na lokacie, a więc nie przynosiła miastu odsetek, a zwracana jest po waloryzacji, gminy do całej transakcji wręcz dopłacają...

Inny skutek uboczny zbywania samorządowych lokali ma miejsce, gdy nowi właściciele tworzą wspólnoty lokatorskie, a następnie nie są w stanie samodzielnie uporać się np. z przeciekającym dachem. – „Często nowi właściciele nie mają świadomości, że wraz z wykupem pozbywają się pełnej obsługi budynku, że teraz to oni muszą o wszystko zadbać i zapłacić” – mówi A. Borek.

Dodatkowym argumentem przeciwko pochopnej sprzedaży jest to, że duża ilość mieszkań w zasobach gmin pośrednio poprawia także ogólną sytuację mieszkaniową, wpływa bowiem na ceny mieszkań oferowanych przez deweloperów. Mniejszy popyt na mieszkania skutkuje stabilizacją cen – widać to w takich krajach jak Niemcy czy Szwajcaria, które w niewielkim stopniu dotknął trwający w Europie skok cen mieszkań.

Trudno przyszło, łatwo poszło

Lekkomyślna wyprzedaż, nie wsparta nabytkami, znajduje odbicie w udziale mieszkań będących własnością gmin w ogólnej ich ilości. Spadł on z ok. 20% w 1993 r. do szacunkowo zaledwie kilku procent w 2005 r. Dla porównania, w Holandii społeczne lokale czynszowe stanowią 35% ogółu mieszkań, w Szwecji 23%, a w Danii – 22%.

– „Uważam, że gminy zbyt pochopnie pozbywają się mieszkań komunalnych. Należy pamiętać, że gminy mają obowiązek prowadzenia mądrej polityki mieszkaniowej. Wyzbywając się mieszkań, nie mogą jej realizować, skutkiem czego są wydłużające się kolejki oczekujących na lokal. Ponadto jest to niesprawiedliwe wobec osób, które muszą kupić mieszkanie po cenie rynkowej” – przekonuje Arkadiusz Borek. Z kolei Piotr Ciszewski z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, redaktor serwisu lokatorzy.pl, mówi: „Wykup powinien następować na zasadach rynkowych, by pozyskane ze sprzedaży pieniądze mogły posłużyć do odbudowy tkanki mieszkaniowej w zasobach gminy. Poza tym obecna wyprzedaż prowadzi do powstawania grupy »biednych właścicieli«. To osoby, które wykupiły mieszkanie, ale nie stać ich na jego utrzymanie. Ubytek mieszkań komunalnych powoduje zaostrzanie kryteriów przyznawania lokali, wskutek czego szansę mają tylko najbiedniejsi z biednych. Tymczasem np. w Austrii w lokalach komunalnych mieszkają także osoby przeciętnie sytuowane”.

Wykup przez najemców nie jest jedyną przyczyną spadku liczby mieszkań komunalnych. Za sprawą reprywatyzacji, w samej Warszawie problem ze zmianą właściciela budynku ma ok. 80 tys. rodzin z mieszkań komunalnych, a roszczeń potomków dawnych właścicieli wciąż przybywa. – „Skala tego zjawiska jest jeszcze większa w Krakowie czy Łodzi, gdzie zniszczenia wojenne były mniejsze i proces zmian własności jest łatwiejszy do prześledzenia” – mówi Ciszewski.

Podwójna niesprawiedliwość

Zasady, na jakich obecnie funkcjonuje mieszkalnictwo komunalne, faworyzują ich bezterminowych najemców wobec np. tych, którzy zadłużają się na 40-letnie kredyty, aby w ogóle mieć gdzie mieszkać, mimo że nierzadko wcale nie są zamożniejsi niż ci pierwsi. Pozwalają też niektórym nieźle zarobić – np. uwłaszczonym lokatorom na wynajmie lokali. W latach 2006-2007 łódzcy urzędnicy przeprowadzili kontrolę wszystkich 70 tys. gminnych mieszkań. W 4 tys. przypadków lokum zajmowali nie ci, którym je przyznano, gdyż znaleźli już sobie oni nowe mieszkania. Nieprawnie zajmowane mieszkania odzyskano. Podobnie problem próbuje rozwiązać Warszawa, ale przynosi to słabsze rezultaty, pomimo szacunków, że w stolicy podnajmowane może być nawet co trzecie mieszkanie komunalne!

Inną powszechną patologią jest przyznawanie przez władze lokalne mieszkań „swoim”. Głośna afera miała miejsce w Łodzi, gdzie w niejasnych okolicznościach luksusowe mieszkanie z możliwością wykupu za grosze otrzymała m.in. Małgorzata Potocka, dyrektor regionalnego ośrodka TVP. W Szczecinie na publicznym mieniu uwłaszczyli się komendanci policji i straży pożarnej, wicemarszałek województwa, szef związku zawodowego i grupa wysokich urzędników. Ze śledztwa prowadzonego przez CBA wynika, że przynajmniej połowa tych transakcji odbyła się z rażącym naruszeniem prawa. – „Takie przypadki nie powinny mieć miejsca. Jestem przeciw wyprzedażom mieszkań, zwłaszcza osobom prominentnym” – denerwuje się dr Surmańska.

Znane są także przypadki, kiedy otrzymujący prawo do mieszkania komunalnego nabywał je, odsprzedawał, przenosił się do innego miasta i powtarzał proceder. Chcąc ograniczyć tego typu spekulacje, większość gmin wprowadza klauzulę czasową, która mówi, że osoba starająca się o mieszkanie musi przebywać lub pracować na jej terenie co najmniej od 5 lat i przez tyleż czasu nie może sprzedać zajmowanego mieszkania. Takie ograniczenie wprowadzono np. w Krakowie.

Można inaczej

Kilka gmin pokazało, że samorządowa polityka mieszkaniowa może być bardziej racjonalna i sprawiedliwa. Ciekawym przypadkiem są Czechowice-Dziedzice, gdzie rada miasta zlikwidowała w ubiegłym roku wszelkie bonifikaty, po tym, jak z ok. 500 mieszkań sprzedanych na korzystnych warunkach, aż jedna trzecia została szybko odsprzedana. Podobne rozwiązania już niedługo mogą wprowadzić krakowscy rajcy, którzy debatują nad uchwałą ograniczającą stosowanie bonifikat. Przyczyną dyskusji był wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który orzekł, że sprzedaż z tak dużym upustem jest rozdawnictwem. Wprawdzie Naczelny Sąd Administracyjny unieważnił tę decyzję, jednak raz rozpoczęta debata toczy się dalej.

Władze Łeby z kolei pozbyły się co prawda wszystkich mieszkań komunalnych i niemal wszystkich lokali socjalnych. Nie chodziło im jednak o to, by pozbyć się odpowiedzialności, lecz aby jej nauczyć. Miejscowi radni wyszli z założenia, że każdy, nawet najuboższy, powinien posiadać coś, za co odpowiada. Sami nie zapominają przy tym o obowiązku zapewnienia mieszkań potrzebującym – wybudowany w ubiegłym roku dom przy al. Św. Mikołaja jest jednym z najlepszych w Polsce obiektów o przeznaczeniu socjalnym. – „Zależy nam, by nowe mieszkania miały przyzwoity standard. Osoba samotna może liczyć na 20-metrowe mieszkanie z łazienką, ubikacją i kuchnią, zaś pięcioosobowa rodzina – na mieszkanie 60-metrowe z trzema pokojami i garderobą. Dookoła są place zabaw, ławeczki, wszystko jest ogrodzone” – mówi Magdalena Bojarczuk, sekretarz miejski.

Wspomina również o „aktywizującym” wsparciu dla najemców mieszkań socjalnych, którzy jeszcze nie wykupili swoich lokali. – „Jeżeli ktoś zgłasza się do nas i mówi, że np. ma nieszczelne okno, kupujemy materiały, ewentualnie narzędzia i proponujemy, by lokator sam je naprawił. Chcemy, by w ten sposób ludzie poczuli się gospodarzami. Jak ktoś sobie sam coś zrobi, to bardziej to szanuje. Większość naszych mieszkańców jest na tyle operatywna, że bez problemu wykonują nawet trudniejsze prace remontowe. Teraz większość potrzebujących prosi o kafelki czy deski na konkretne cele, zamiast czekać, aż ktoś przyjdzie im pomóc”.

Łeba jest jednak wyjątkiem. Choć w większości miejsc w Polsce kolejki po mieszkania są dłuższe, to miasta planujące budowę mieszkań komunalnych można policzyć na palcach. W większości miast jeśli gmina uczestniczy w budowie czegokolwiek, to poprzez udział w Towarzystwach Budownictwa Społecznego, które wbrew nazwie nastawione są na zaspokajanie potrzeb stosunkowo nieźle sytuowanej części społeczeństwa. Tym większe uznanie należy się władzom Rzeszowa, które zamierzają w najbliższych latach zbudować niemal 200 mieszkań, głównie socjalnych; inwestycje mają się rozpocząć jeszcze w tym roku.

W Połczynie-Zdroju, gdzie na urzędniczych biurkach leży ponad 200 podań o mieszkanie, rajcy postanowili rozbudować jeden ze starych budynków. Chcą w tym roku dobudować piętro, uzyskując w ten sposób 14 mieszkań. Jeśli eksperyment się powiedzie, w ciągu kolejnych dwóch lat rozbudują następne dwa budynki. W planach znajduje się także budowa parterowego obiektu dla czterech osób niepełnosprawnych. Z kolei gmina Pińczów, której nie stać na budowę nowych mieszkań, uzyskuje je adaptując opuszczone budynki o innym przeznaczeniu. – „Ostatnio dwa mieszkania socjalne utworzono w byłej szkole w Skowronnie Dolnym, pozyskując na ten cel środki z Krajowego Funduszu Mieszkaniowego w Warszawie” – mówi Iwona Senderowska, rzecznik prasowy urzędu miasta.

Arkadiusz Borek przekonuje, że budowa nowych budynków komunalnych znajduje się w zasięgu większości samorządów, a kluczową kwestią nie są pieniądze, lecz zmiana podejścia. – „Wykorzystanie nowych technologii może znacznie zmniejszyć koszt budowy tego typu lokali. Można też sięgnąć do partnerstwa publiczno-prywatnego czy tworzonej właśnie koncesji na roboty budowlane. Koncepcje te pozwalają przerzucić ciężar budowy na inwestora, natomiast gmina w ciągu 15-30 lat spłaca koszty wybudowania zasobu. Czynsz płaci najemca do kieszeni dewelopera, ale przedsiębiorca musiałby mieć gwarancję, że w przypadku jego niepłacenia, lokator zostanie eksmitowany, a na jego miejsce gmina wprowadzi osobę bardziej godną zaufania. Po okresie spłaty budynki przechodziłby na własność gminy. Gmina może też wydzierżawić działkę na okres spłaty, co obniżyłoby cenę domów. Skoro można tak budować autostrady, to czemu nie mieszkania?”. Piotr Ciszewski komentuje: „To niezły pomysł, jednak władze żadnej znanej mi gminy na poważnie nie myślały o takich rozwiązaniach”.

W ubiegłym roku rząd stworzył Krajowy Fundusz Mieszkaniowy i przeznaczył na ten cel 100 mln zł. Gminy mogły z niego sfinansować do 40% kosztów inwestycji w mieszkania socjalne. Niestety, wykorzystały zaledwie 60% dostępnej kwoty, głównie na przystosowanie istniejących zasobów do funkcji lokali socjalnych. Władze centralne nie zrażają się słabym startem programu i planują w przyszłym roku dopuścić finansowanie z Funduszu także tworzenia mieszkań komunalnych.

Czerpać dobre wzorce

Krajem, który warto byłoby naśladować, jest Francja. Tamtejsi politycy uznali, że w XXI w. bezdomność jest powodem wstydu przede wszystkim dla władz państwa. Dlatego na początku ubiegłego roku parlament uchwalił ustawę, na mocy której do końca 2009 r. z publicznych funduszy powstanie 600 tys. mieszkań. To nie koniec – do 2012 r. mieszkań socjalnych ma być tyle, by żaden Francuz nie był bezdomny. Szwecja już na przełomie lat 60. i 70. wybudowała milion mieszkań (przy populacji 8 milionów!). Widząc sukces sąsiadów, pół miliona mieszkań wybudowały władze Finlandii, przy czym Finów jest o połowę mniej niż Szwedów. Oba te kraje zrealizowały swoje programy w ciągu zaledwie 10 lat.

Inspirującym przykładem jest także Wiedeń, gdzie od lat 20. miasto intensywnie rozwija mieszkalnictwo komunalne. Pomysł budownictwa miejskiego wywodzi się od ówczesnego burmistrza, Karla Seitza, który przekonał radnych do pięcioletniego planu budowy jako rozwiązania problemu biedy w rodzinach robotniczych. Program ten jest uchwalany co 5 lat aż do dnia dzisiejszego. Obecnie co roku w Wiedniu buduje się 5 tys. mieszkań i drugie tyle remontuje. Dzięki temu miasto jest największym gospodarzem komunalnym w Europie, dając przy okazji pracę 20 tysiącom osób. Budowa domów komunalnych jest tam połączona z tworzeniem centrów kulturalnych, sklepów, wspólnych lokali usługowych, jak np. pralnie samoobsługowe.

Tymczasem u nas budownictwo komunalne w zasadzie nie istnieje, a własność miejska jest w większości przypadków w koszmarnym stanie. A przecież lista zalet płynących z posiadania dużej liczby samorządowych mieszkań jest znacznie dłuższa niż „tylko” ograniczenie problemu wykluczenia społecznego. Na ich bazie można np. świadomie kształtować politykę wizerunkową miasta, wynajmując artystom pracownie „po kosztach” czy lokalizując na preferencyjnych zasadach tradycyjne dla danej miejscowości rzemiosła w historycznym centrum.

Piotr Ciszewski nie ma złudzeń, że w najbliższym czasie sytuacja znacząco się poprawi: „Znamienne było exposé premiera Tuska, który powiedział, że państwo będzie wspierało mieszkalnictwo przez wspieranie deweloperów, a więc najbogatszych, których stać na mieszkania”.
 
Tekst ukazał się w 47 numerze Magazynu Obywatel www.obywatel.org.pl


Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
 

Polecamy

Lokatorzy
Lokatorzy
Lokatorzy
Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów
Inicjatywa Pracownicza
Lewica.pl
Lewicowo
Rozbrat
Alterkino.org
Przegląd Anarchistyczny

W galerii



Kopiowanie za podaniem źródła i autora w całości i we fragmentach dozwolone.
Główny | Kampania | Artykuły | Sprawy | Prawo | Materiały | Przyłącz się | Wspomóż | Galeria | Kontakt | Linki

stat4u