Ciszewski: Lokatorzy na wojnie

Autor: Piotr Ciszewski

Źródło: Res Publica Nowa

Rok 2012 będzie bardzo ważny dla warszawskiego ruchu lokatorskiego. Zarówno EURO2012 jak i planowana przez władze miasta debata nad kolejnym wieloletnim planem gospodarowania zasobem komunalnym to dobre okazje do podjęcia dalszych działań. Czas uświadomić sobie, że w mieście toczy się nie kolejny spór, ale prawdziwa społeczna wojna, w toku której atakowane jest prawo ludzi do dachu nad głową. Dlatego ruch lokatorski albo będzie radykalizował protesty, albo nie będzie go wcale.

Wiara w polityków

Przy planowaniu dalszych działań konieczne jest zwalczanie panujących wśród mieszkańców miasta mitów. Jednym z takich szkodliwych złudzeń jest wiara w dobrych polityków, którym wystarczy powiedzieć o sytuacji mieszkaniowej, aby podjęli działania. Nie brakuje ludzi liczących, że poprzez chodzenie na dyżury posłów i radnych wpłyną na sytuację mieszkaniową w mieście. Inni najchętniej chcieliby, aby ruch lokatorski podjął współpracę z którąś partią polityczną. Jest to jednak najprostsza droga do jego marginalizacji i zniszczenia. Po pierwsze, chodząc na dyżury polityków, można załatwić co najwyżej pomoc w konkretnych sprawach. Lobby deweloperów, bankowców i kamieniczników zawsze będzie miało większą siłę przebicia niż pojedynczy lokator. Po drugie, politycy rzadko interesują się czymś więcej niż swoją karierą, a analiza polityki mieszkaniowej wymagałaby od nich pracy, która ich po prostu przerasta. Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów i inne organizacje regularnie dostarczały radnym, posłom czy przedstawicielom Ministerstwa Infrastruktury swoje analizy oraz postulaty. Odzew był mizerny, a jeśli któryś polityk chciał rozmawiać, to raczej w kontekście wyborczym.

Do WSL zgłaszali się przed wyborami samorządowymi i parlamentarnymi przedstawiciele różnych komitetów wyborczych, licząc na poparcie. Zapytani o konkretny program polityki mieszkaniowej, nie mówili nic lub ograniczali się do ogólników. Gdy okazywało się, że stowarzyszenie z zasady nie angażuje się w kampanie oraz wspieranie konkretnych kandydatów, całkowicie tracili zainteresowanie tematem. Poseł Ludwik Dorn, który miał pomóc organizacjom lokatorskim w złożeniu ich postulatów w Sejmie, jak się później okazało, nawet ich nie przeczytał, a zainteresowanie stracił, gdy tylko znalazł inne tematy na potrzeby kampanii wyborczej. Lokatorów, którzy przyszli złożyć petycję, instruował natomiast, że należy ją przekazać… za pośrednictwem biura podawczego.

Wikłanie się w wyborcze układy doprowadziło już do marginalizacji różnych inicjatyw lokatorskich. Na przykład krakowscy Lokatorzy w Obronie Prawa okazali się zapleczem jednego z samorządowców. Niektóre organizacje stały się też sojusznikami polityków PiS i słuch po ich działalności na rzecz lokatorów zaginął.

Nieco innym przykładem jest nawiązanie współpracy z Ruchem Palikota przez Kancelarię Sprawiedliwości Społecznej. KSS stara się w ten sposób wprowadzić do głównego nurtu debaty swoje projekty nowelizacji prawa. Jest to jednak bardzo ryzykowna gra, ponieważ program ugrupowania RP trudno nazwać prospołecznym. Sama współpraca zaczęła się od manipulacji, ponieważ bez żadnej konsultacji Piotr Ikonowicz z KSS został przedstawiony mediom jako ekspert Ruchu Palikota do spraw społecznych. Kontrowersyjny milioner to również inteligentny gracz, który stawia polityczny interes ponad deklaracje ideowe. Czy będzie miał odwagę oraz determinację, aby wystąpić przeciwko interesom banków, kamieniczników i deweloperów, zarabiających na niedoborze mieszkań oraz słabej ochronie lokatorów? Czas pokaże, jednak moim zdaniem jest to wątpliwe. Możliwe że RP chce ściągać pod swoje skrzydła różne ruchy społeczne, aby je później przejąć i wykorzystać w kampaniach wyborczych. Pierwszy test szczerości intencji Palikota nastąpi, gdy RP zgłosi w parlamencie zaproponowane przez KSS nowelizacje prawa.

Twarde negocjacje

Wątpliwości co do współpracy z politykami nie znaczą, że nie ma sytuacji, w których należy się z nimi spotykać. Powinno się to jednak odbywać na zasadzie twardych negocjacji z zastosowaniem ze strony społecznej różnych form nacisku, a nie uczestnictwa w audiencjach. Przede wszystkim samorządowcy powinni być świadomi, że mogą wybrać dwie drogi – konfrontacji z ruchem lokatorskim lub dialogu, a dialog będzie dla nich bardziej opłacalny. Dlatego, przychodząc do polityków, warto mieć własne postulaty i propozycje. Cenną inicjatywą tego typu była próba powołania lokatorskiego okrągłego stołu, czyli komisji, w której dyskutowano by politykę mieszkaniową Warszawy. Zjednoczyła ona różne środowiska i organizacje zarówno działające w całym mieście, jak i reprezentujące mieszkańców poszczególnych budynków. Niestety, tamta inicjatywa rozbiła się o polityczne interesy partii, których przedstawiciele zasiadają w Radzie Warszawy. Być może zabrakło również ze strony lokatorów determinacji, aby zaostrzyć nacisk na samorządowców, a niektórzy uwierzyli w start w wyborach oraz lokalną Warszawską Wspólnotę Samorządową. Negocjacje zostały niestety zastąpione polityczną rozgrywką.

W Warszawie udało się mimo wszystko osiągnąć pewien sukces. Główne organizacje lokatorskie mówią w sprawie swoich postulatów jednym głosem, zwłaszcza wobec władz lokalnych. Istnieją oczywiście rozbieżności, ale ruch nie dał się podzielić na „słusznych” pozarządowców, którym władza składa obietnice oraz „ekstremistów”, z którymi się nie negocjuje. Ratusz próbował takiej strategii, wysyłając zaproszenie do rozmów poszczególnym stowarzyszeniom, otrzymał jednak odpowiedź, że w negocjacjach powinni wziąć udział przedstawiciele wszystkich głównych organizacji.

Podobne rozmowy, jeśli się odbywają, są również nagłaśniane, tak samo jak działania samorządu zmierzające do rozbicia Ruchu. Jest to bardzo ważne, aby negocjacje w przyszłości okazywały się skuteczne.

To jest wojna

Bardzo istotne dla przyszłości Ruchu lokatorskiego jest również wypracowanie strategii bardziej radykalnego nacisku na władze. Porady prawne dla lokatorów oraz spotkania informacyjne są ważne. Nie mogą one jednak wzmacniać mentalności klientów. Organizacje lokatorskie to o wiele więcej niż pogotowie antyeksmisyjne oraz poradnictwo prawne. Przychodzącym do nich osobom należy tłumaczyć, jak ważne jest organizowanie się i podejmowanie walki, nie na własną rękę, ale w ramach szerszego ruchu, wykraczającego nawet ponad interesy mieszkańców budynku czy dzielnicy. Jeśli ktoś się boi, może od razu się poddać, ponieważ, ograniczając się do umiarkowanych środków prawnych, niemal na pewno nic nie osiągnie.

Również same blokady eksmisji są i powinny być traktowane jako dodatek do głównej działalności. Po pierwsze, wiążą się one z narażaniem działaczy na konsekwencje karne. Jak pokazuje praktyka, bardzo niewiele potrzeba, aby oskarżyć kogokolwiek o „napaść na policjanta”, „naruszenie nietykalności cielesnej”, czy „naruszenie miru domowego” – oczywiście jeśli jest to mir domowy kamienicznika, a nie lokatora. Blokady eksmisji to oczywiście konieczność, ale należy podejmować wszelkie działania prawne oraz pozaprawne, aby zablokować wyrzucenie lokatora z domu jeszcze zanim w sprawę wkroczy komornik. Jak pokazała praktyka, jest to możliwe.

Głównym działaniem organizacji lokatorskich, zwłaszcza w przyszłym roku, powinno stać się wywieranie nacisku różnymi środkami – od negocjacji po działania bezpośrednie, zarówno legalne, jak i wykorzystujące luki w prawie. Władze lokalne musza być świadome, że wizerunek Warszawy jako miasta „przyjaznego”, który tworzą na potrzeby EURO 2012, może zostać zakłócony. Być może dobrym rozwiązaniem byłyby materiały o sytuacji mieszkaniowej w różnych językach, przeznaczone dla turystów, wywieszanie skierowanych do nich transparentów, a nawet pikiety podczas samego turnieju, gdy uwaga mediów będzie skierowana na Warszawę. Protesty mogłyby się wiązać na przykład z chodzeniem przez dłuższy czas w kółko po pasach czy odbywać się w sąsiedztwie stadionów.

Drugim „frontem” walki o prawa do dachu nad głową będą przyszłoroczne obrady Rady Warszawy. Gdy będzie ona debatować nad nowymi warunkami wynajmu mieszkań komunalnych, czynszami w nich oraz inwestycjami mieszkaniowymi, konieczna stanie się mobilizacja lokatorów. Radni muszą być świadomi, że jeśli zignorują problemy społeczne i nie będą chcieli rozmawiać na równych warunkach ze stroną społeczną, to nawet do rozpoczęcia obrad będzie im potrzebna obstawa licznych oddziałów straży miejskiej lub policji. Jednym z głównych sukcesów Ruchu lokatorskiego było wywalczenie w roku 2010 nadzwyczajnej sesji Rady Miasta dotyczącej polityki mieszkaniowej. Udało się to nie dzięki petycjom, ale blokadzie obrad, gdy kilkadziesiąt osób nie pozwoliło zignorować swoich postulatów i zakłócało obrady tak długo, aż radni zgodzili się na sesję nadzwyczajną. Doświadczenie to warto wykorzystywać, pamiętając, że zakłócanie sesji samorządu nie jest żadnym przestępstwem i to radni powinni słuchać głosu mieszkańców miasta.

W arsenale środków stosowanych w walce o prawa lokatorów nie można zapomnieć również o akcjach bezpośrednich, polegających na okupacjach biur, gabinetów radnych czy urzędów. Podobne środki nacisku można również zastosować wobec łamiących prawo kamieniczników lub komorników. Czemu lokatorzy nie mieliby symbolicznie „eksmitować” ich biur?

W arsenale dostępnym lokatorom znajduje się również obniżka czynszów czy całkowity strajk czynszowy. Mimo, że w Warszawie sytuacja jeszcze do nich nie dojrzała, to nie można wykluczyć również możliwości takiego protestu.

Różnorodne tego typu akcje nie są celem samym w sobie. Mogą jednak być dobrą strategią niepozwalającą zignorować lokatorów. Samorządowcy, urzędnicy i część dziennikarzy uzna je zapewne za „ekstremizm”, „szantaż”, lub „grę polityczną”, jednak tym nie powinniśmy się zbytnio przejmować – ruchy „odpowiedzialne”, „umiarkowane” przegrywają w toczącej się wojnie społecznej. Jeśli „ekstremizm” ma uratować ludzi przed bezdomnością, ruch lokatorski musi po niego sięgnąć.