Warszawscy kamienicznicy: Dzięki „frajerzy” za budowę Mariensztatu!

Kamienica „Pod Łabędziem” została spalona w 1944 roku, odbudowano ją w latach 1948 – 1950, gdy w okolicy powstawało nowe osiedle mieszkalne Mariensztat. Wokół sprawy odzyskania kamienicy przy ulicy Mariensztat 9 w 2009 roku przez „spadkobierczynię” przedwojennych właścicieli, przewija się nazwisko jej pełnomocnika Andrzeja Muszyńskiego, który reprezentuje interesy Macieja Marcinkowskiego, najbogatszego handlarza roszczeniami w stolicy, będącego właścicielem kilku atrakcyjnych działek w mieście. Miasto stołeczne Warszawa nie pierwszy raz przed panem mec. Muszyńskim ustąpiło i odbudowaną wysiłkiem wielu ludzi z wojennej pożogi kamienicę „Pod Łabędziem” wraz z mieszkańcami, niczym wkładką mięsną, została oddana prywatnej właścicielce.

Wczoraj z tej kamienicy, rano eksmitowano Zuzannę Wierzbicką, która nie była wymieniona w komorniczym nakazie opuszczenia i opróżnienia lokalu (nr 26), ale jej rodzice. Wykonawcą eksmisji był komornik z Bytowa, Dawid Wnuk, który nie reagował na wcześniejsze skargi wysyłane mu przez panią Wierzbicką i doprowadził eksmisję do finalnego końca. Wczorajsza eksmisja była nielegalna również dla tego, że nie tylko sama lokatorka zamieszkiwanego poddasza tej kamienicy, złożyła skargę przeciw działaniom komorniczym, ale również to sami lokatorzy, również ci, którzy są właścicielami mieszkań własnościowych. Wnosili oni sprzeciw między innymi przeciw uczynieniu z swojej kamienicy przy ulicy Mariensztat 9, własności prywatnej. Sprawa Zuzanny Wierzbickiej może być losem większości mieszkańców warszawskiego Mariensztatu, gdyż są zgłaszane nowe roszczenia względem mariensztackich kamienic powstałych już po wojnie. Przed sądem będą dochodzić swojego przy biernej postawie przedstawicieli miasta. Pani prezydent Hanna Gronkiewicz – Waltz oraz jej administracja nie robi nic od lat, aby zatrzymać szalejącą po stolicy dziką reprywatyzację. Trzeba przypomnieć opinii publicznej, że lewobrzeżna część miasta została wzniesiona rękoma wielu Polaków, co pokazuje między innymi film „Przygoda na Mariensztacie” z 1953 roku. Wyzyskiwacze kamienic mają też sporo sprzymierzeniec, osoby chętnie kwestionujących fakt rangi odbudowy stolicy, między innymi prawicowych publicystów oraz polityków, którzy przyznają, że „dekret Bieruta” był wielkim aktem niesprawiedliwości, chociaż bez niego uregulowanie sytuacji warszawskich gruntów była by nie możliwa po zakończeniu wojny. Warszawa powstała z gruzów dzięki temu. No, ale mamy o to popis mistrzowskiej interpretacji historii przez dziennikarza prawdy oraz sprawiedliwości w tygodniku „wSieci”, który zrównuje hitlerowskie działania z działalnością Biura Odbudowy Stolicy. Niejaki pan Krzysztof Świątek w swoim jakże obrazowym artykule: „Dorzynanie Warszawy” (nr 11/2015 r.) opisuje „zbrodniczą” działalność BOS, którego wydział urbanistyki kierując się względami ideologicznymi kazało wyburzyć kwartały stojących jeszcze w dobrym stanie technicznym secesyjnych kamienic. O ile mi wiadomo lewa część miasta była zniszczona w prawie 100%, a może ja czegoś nie wiem, co wie pan Świątek i autor wystawy w Muzeum Techniki w PKiN, noszącej tytuł: ZBURZONA HISTORIA, Warszawa w latach 1945-1948. Być może tak było, ale przesadą jest twierdzić, że działalność BOS była wyłącznie podyktowana pobudkami ideologicznymi, ponieważ wiele kamienic, w których zaraz po wojnie zaczęli mieszkać ludzie, a były przeznaczone do zburzenia, po 1946 roku ocalały i dziś stanowią cel reprywatyzacyjnego biznesu, któremu takie artykuły o odbudowie miasta, jak dziennikarza tygodnika „wSieci” są wodą na młyn. Pozwalają interpretować tak historię, aby prezentować przedwojennych właścicieli oraz ich spadkobierców jedynie, jako ofiary powojennej rzeczywistości, a ofiarami są tak naprawdę lokatorzy reprywatyzowanych kamienic. Zresztą bardzo wiele z tych roszczeń ma wątpliwe podłoże prawne.

 

 

Mariensztat jest osiedlem powojennym, powstałym w latach 1948-1949, według projektu Zygmunta Stępińskiego (1908-1982) oraz Józefa Sigalina (1909-1983) szefa BOS, tak znienawidzonego przez prawicowy tygodnik „wSieci”. Stołeczni kamienicznicy, zarabiający na krzywdzie innych w imię naprawiania ich „krzywd”, mają podziękowanie dla nie żyjących i jeszcze tych nielicznie żyjących budowniczych Mariensztatu, który sobie niektórzy z nich obrali za cel zyskownego interesu: Dzięki „frajerzy” za budowę Mariensztatu!