Lokator pobity, czyściciel i policja bezkarna, WSL pod presją

Dość presji wobec działaczy WSL, nie odpuścimy zbrodni.

Głośna sprawa dzikiej eksmisji na bruk i pobicia lokatora z Marszałkowskiej 1 przybiera skandaliczny obrót. Przypomnijmy: 2 czerwca 2017 roku Stefan, lokator prywatnego mieszkania w centrum Warszawy, niezalegający z opłatami czynszu, został brutalnie wyrzucony z mieszkania (wielokrotne złamanie kości twarzoczaszki). Zakrwawiony, z pomocą przyjaciela trafił do siedziby WSL. Wcześniej zawiadomił o dzikiej eksmisji policję. Pośród śladów krwi na klatce i rozbitego szkła, z czyścicielem zamkniętym w lokalu (wraz z całym dobytkiem lokatora, w tym z dowodem tożsamości), funkcjonariusze policji stwierdzili że „nie widzą śladów przestępstwa i nic nie mogą zrobić”. Pozostawili lokatora w skarpetkach na klatce i opuścili miejsce napadu/dzikiej eksmisji.

Gdy lokator trafił do szpitala na ostry dyżur, posiadając jego pisemne upoważnienie, działacze WSL/Syreny wybrali się z wizytą do mieszkania Stefana, gdzie zostawił niezbędne rzeczy – bez dowodu osobistego lekarz sądowy nie może wydać dokumentu obdukcji. Na gorącym uczynku złapaliśmy napastnika/czyściciela, który właśnie wymieniał zamki w drzwiach. Przybyła na miejsce policja zrobiła to, co wcześniej rano: nie zebrała żadnych śladów zbrodni, pozwoliła czyścicielowi pozostać w mieszkaniu (mimo zdecydowanej niezgody lokatora z ważną umową najmu). Policjanci zignorowali nasze upoważnienie od lokatora i nie skontaktowali się z nim bezpośrednio w szpitalu, aby rozwiać ewentualne wątpliwości. Protest WSL – a nie bijąca w oczy zbrodnia – skupił uwagę policji. Do jego stłumienia sprowadzono pięćdziesięciu funkcjonariuszy Oddziału Prewencji. W końcu, przed północą, zostaliśmy pod eskortą kilkunastu radiowozów odprowadzeni do siedziby WSL/Syreny.

Od tego czasu Stefan pozostaje bezdomny, czyściciel pozostaje bezkarny, a policja umorzyła wszystkie wewnętrzne śledztwa przeciw policji. Jej śladem idzie śródmiejska prokuratura. Organy te uznają do tej pory, że podczas dzikiej eksmisji funkcjonariusze dopełnili swoje obowiązki i nie przekroczyli uprawnień. WSL konsekwentnie odwołuje się w tych sprawach do kolejnych instancji. Wielokrotnie deklarowaliśmy, że nie odpuścimy, dopóki wszyscy sprawcy zbrodni zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.

Tymczasem policja znów kieruje swą uwagę w stronę działaczy WSL. Przez sześć miesięcy nie wykonano w zasadzie żadnych ustaleń ws. sprawcy dzikiej eksmisji i nie wzywano nas na świadków. Gdy zdecydowaliśmy, że sami zgłosimy się do zeznań, pierwsza osoba dowiedziała się, że zeznaje w sprawie o… rozbój, którego mieliby dokonać działacze lokatorscy. Tak. Chodzi wciąż o mieszkanie wyrzuconego lokatora z ważną umową najmu, do którego przybyliśmy z jego upoważnienia.

Nie damy się zastraszyć, nie pozwolimy na bezkarność czyścicieli w cywilu czy w mundurach.
Po zabójstwie założycielki naszej organizacji, która wadziła czyścicielom – zbrodni uznanej przez policję za samobójstwo – WSL nie uznaje kompromisów i nie cofa się w obliczu przemocy wobec lokatorów, nawet jeśli tę przemoc chronią organy ścigania.

Potrzebujemy waszego wsparcia. W sobotę policja przesłuchuje dwóch działaczy WSL w sprawie wymierzonej w nas samych oraz w sprawie przeciwko czyścicielowi. Przypomnijmy, jaki charakter ma ta historia, nie pozwólmy jej się powtórzyć. Zapraszamy na protest w tę sobotę.