Tarnobrzeg: Oszukani lokatorzy spółdzielni “Siarkowiec”

Autor: K. Miśkiewicz

Kilkanaście tarnobrzeskich rodzin, eksmitowanych ze swoich mieszkań musi teraz  wegetować w lokalach zastępczych, przydzielonych przez spółdzielnię. Pomimo faktu, że rodzinom tym należą się lokale socjalne, zostały one przeniesione do malutkich mieszkań, które muszą wynajmować na zasadach mieszkania hotelowego. Takie rozwiązanie spowodowało, że rodziny te płacą teraz  czynsz większy niż ten, który obowiązywał ich za wynajem mieszkań z których zostali wcześniej wyrzuceni!

Rodzinom, które wyrokiem sądu musiały poddać się procedurze eksmisji, Spółdzielnia Mieszkaniowa ?Siarkowiec? zaoferowała lokale o zdecydowanie niższym standardzie, a że miasto nie posiadało w tym czasie wolnych pomieszczeń socjalnych, eksmitowanych lokatorów ulokowano  w malutkich pokojach hotelowych znajdujących się notabene w tym samym budynku, gdzie mieści się administracja tejże spółdzielni. Jeden z tych lokali zamieszkuje pani Bronisława, starsza kobieta, która ze łzami w oczach opowiada mi o swojej sytuacji życiowej. Przed eksmisją mieszkała razem z córką i jej dziećmi, jednak wskutek bardzo trudnej sytuacji finansowej musiały się rozstać. Dzieci ostatecznie znalazły się w Domu Dziecka a pani Bronisława dostała lokal w hotelu należącym do spółdzielni. Jak mi powiedziała, nie miała czasu na dokładne analizowanie umowy najmu, ból i wstyd przed sąsiadami był tak duży, że od razu przyjęła propozycję spółdzielni. Zwłaszcza jak jej powiedziano, że będzie płacić mniej niż za stare mieszkanie. Dostała jednopokojowe mieszkanie nie przekraczające 14 metrów kwadratowych, z małym aneksem kuchennym, który jednocześnie pełni rolę przedpokoju, bez oddzielnej łazienki i toalety. Miesięczna emerytura pani Bronisławy wynosi 472 zł. brutto, z czego komornik co miesiąc inkasuje za zadłużone mieszkanie 106 zł. pozostaje 306 zł. z, których trzeba zapłacić czynsz i rachunek za prąd. Czynsz obecnie wynosi 263 zł. podczas gdy na pierwszej umowie, którą pani Bronisława dostała wynosił 170 zł. Jak ją poinformował prezes spółdzielni, należało się spodziewać, że prędzej czy później podwyżka czynszu nastąpi a spółdzielnia nie jest instytucją charytatywną. Od grudnia pani Bronisława nie płaci za czynsz, postawiona przed faktem wyboru pomiędzy zapłatą za wynajem a kupnem żywności i lekarstw, wybrała to drugie. Dodatkowo nie przysługuje jej dofinansowanie z opieki społecznej.

W podobnej sytuacji jest sąsiadka pani Bronisławy, która z goryczą w głosie i z nieukrywanym zdenerwowaniem opowiada mi o swoim losie. Pani Emilia mieszka w takim samym mieszkaniu z dwójką dorosłych, bezrobotnych synów. Jest chora i również stoi przed dylematem na co przekazać swoje skromne środki finansowe, ciasnota i zagrzybione ściany jej pokoju dopełniają obrazu nędzy i zwykłej wegetacji na jaką została skazana. Obydwie kobiety czują się bezsilne, mówią, że nie chcą niczego za darmo, ale przytłacza je zupełna ignorancja ze strony władz spółdzielni. A przecież przyznanie im lokalu socjalnego lub zmiana statusu ich dotychczasowych mieszkań polepszyłaby sytuacje, jednak brak chęci zajęcia się tym tematem przejawiają wszyscy, zarówno tarnobrzeski magistrat zdominowany przez prawicowych działaczy jak i Rada Osiedlowa.

W o wiele gorszej sytuacji znajduje się inne małżeństwo z tego samego piętra, które z pięciorgiem małych dzieci zajmuje mieszkanie o powierzchni nie przekraczającej 30 metrów kwadratowych. Jak mówi ich matka, najgorsze jest to, że dzieci muszą się wychowywać i uczyć w takiej ciasnocie, nie wspominając już o warunkach sanitarnych jakie panują w mieszkaniu i toalecie. Nieszczelne okna i karaluchy to już widok do, którego przywykli. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że pomimo faktu zajmowania przez prezesa spółdzielni, Augustyna Turka gabinetu w tym samym budynku, nie pofatygował się on nigdy, aby porozmawiać z mieszkańcami o ich problemach. Każdą próbę dialogu kwituje wyuczoną na pamięć sentencją, że ?spółdzielnia nie jest instytucją charytatywną?

O pomoc zdesperowani mieszkańcy zwracali się także do Prezydenta Miasta Tarnobrzega, którego w wyborach popierało Prawo i Sprawiedliwość, czyli ugrupowanie, które na sztandarach ma wypisane hasła sprawiedliwości społecznej, jednak bez rezultatu. Ironią losu jest, że lokale biurowe w tym budynku wynajmują dwie znane organizacje związkowe (OPZZ i ZZG), oraz lewicowy komitet wyborczy ?Ratujmy Tarnobrzeg?, w którego skład wchodzą przedstawiciele SLD i SDPL. Czyli organizacje, które w pierwszej kolejności powinny bronić interesów ludzi wykluczonych poza margines społeczeństwa. Jeśli one nie widzą gehenny jaką przeżywają ludzie mieszkający pod tym samym dachem, to czy zauważą ją w skali całego kraju? Wydaje się, że utrzymanie cieplutkich synekur i lokalnych układów jest dla nich ważniejsze, a lewicowość mają tylko w nazwie. Większość tych rodzin nie ma stałego meldunku, a więc są pozbawione swoich praw obywatelskich, między innymi  prawa głosu w wyborach. Być może dlatego tutejszym działaczom partyjnym nie opłaca się angażować w sprawy ludzi, których głos w wyborach nic nie znaczy…

Tekst ukazał się także na łamach “Trybuny Robotniczej”