Ile smogu produkuje spalona kamienica wraz z lokatorami?

 

„Smog! Zostań w domu!” radzi warszawski ratusz, aby uniknąć chorób i przedwczesnej śmierci. Tymczasem dla dziesiątek tysięcy warszawskich lokatorów nie ma ucieczki od skażonego powietrza. Drastyczne koszty ogrzewania powodują, że oprócz wytężonej pracy aby je pokryć, wykonujemy w mieszkaniu syzyfową pracę na rzecz walki z wilgocią, pleśnią i grzybem. Zarazem, wielu lokatorów, którym władze przydzieliły lokal bez centralnego, aby przetrwać zimę rezygnuje z ogrzewania najdroższą metodą – prądem – na rzecz tańszego gazu z butli. To zaś produkuje większą wilgoć i jeszcze mocniej pogarsza jakość powietrza. Podczas wizyt terenowych WSL, od niejednego lokatora słyszeliśmy jednak: „lepsze to niż wpadnięcie w spiralę długu i eksmisja”. Przydzielając nas do lokali bez systemu ogrzewania, władze lokują nas między młotem, a kowadłem. Utrata zdrowia i resztek oszczędności wpisana jest w umowę o przydział lokalu. Lokatorzy mieszkań bez centralnego mają jednak dużo więcej do stracenia.

Sezon zimowy w stolicy tradycyjnie obwieszcza wybuch butli gazowej – tej zimy padło na starą praską kamienicę komunalną przy ul. Siedleckiej. W pożarze zginęła jedna osoba – pracownik budowlany, który całe dorosłe życie spędził na budowaniu domów, na które nie było go stać.
Pięć osób zostało ciężko rannych – w tym kilkuletnie dziecko: przyszły pracownik powiększający PKB stolicy i kraju. Lokatorów wysiedlono. Czy kamienica zostanie zburzona, a ziemia przekazana deweloperom? Los dziesiątek spalonych i sprywatyzowanych warszawskich kamienic, z których ogień wykurzył lokatorów, nie daje wiele miejsca na wątpliwości.

Władze okresowo pod groźbą surowych kar zabraniają lokatorom używania butli gazowych, szczególnie w budynkach wyposażonych w gaz sieciowy. Tym samym, w budynkach oblepionych reklamami firm ‘gaz z butli, dostawa za darmo’ urzędnicy nie oferują ludziom alternatywy w postaci dużo tańszego centralnego ogrzewania. W zamian, ratusz otwarcie zmusza lokatorów z mieszkań bez CO do ogrzewania się jeszcze droższym niż gaz prądem. Nierzadko kończy się to… pożarem. Gdy wystraszeni karami mieszkańcy starej kamienicy przy ul. Wilczyckiej na Włochach masowo włączyli piecyki elektryczne, nie wytrzymała tego nieremontowana instalacja elektryczna, kable zaczęły się palić, a wraz z nimi ściany klatki. Jedynie czujność lokatorów uchroniła klatkę od pożaru, ludzi od wysiedlenia, dom od zburzenia, a ziemię – od przekazania deweloperom. To samo działo się wielokrotnie w kamienicy na Mińskiej 15, Zana 16 i dziesiątkach warszawskich budynków zarządzanych przez gminę.

 

Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów nie ma wątpliwości: polityka mieszkaniowa ratusza oscyluje między wyzyskiem lokatorów na rzecz prywatnych firm energetycznych, a ich biologicznym wyniszczaniem. Gdy zimą ratusz wiesza bombki świąteczne przy elitarnych ulicach, w kwartałach komunalnych zmienia stare domy bez CO wypchane lokatorami w bomby z opóźnionym zapłonem. Szczęśliwcy, którzy nie spłoną, oszczędzają na własnym zdrowiu grzejąc się możliwie najmniej lub przebywają jak najczęściej poza własnym chłodnym „ogniskiem domowym”. Mowa tu o ponad pięćdziesięciu tysiącach osób – w tym młodych niskopłatnych pracownikach najemnych oraz emerytach pracujących na czarno, by sprostać drastycznym opłatom za ciepło i utrzymać w swoich domach pozwalającą na przeżycie temperaturę 15 stopni Celsiusza.

Poprzez wyzysk energetyczny i sprzeczności w polityce mieszkaniowej, władze wpychają ludzi biednych w głębsze ubóstwo, nierzadko poniżej ustawowego progu egzystencji, gdy na leki zostaje 10 zł, a na higienę – 18 zł miesięcznie.

W Warszawie biedni pracują częściej, a mimo to biednieją częściej, chorują częściej i umierają częściej, czy to przez spektakularny wybuch, czy to – znacznie częściej – przez astmę, grzybicę płuc i inne choroby spowodowane życiem w zimnych, zagrzybionych mieszkaniach gminy. Takie są efekty neoliberalnego zarządzania Warszawą przez elity, które same nierzadko wzbogacają się na przykręcaniu śruby lokatorom.

W takim położeniu, lokatorzy narażani są na największe dramaty, od których odetchnąć mogą poza domem, na powietrzu… przesyconym smogiem. Ratusz niby „walczy ze smogiem”, ale dużo mocniej walczy z biednymi.

[artykuł ukazał się w darmowej gazecie WSL, O C.O. TA WALKA, zima 2018]