Świadectwa praskich lokatorek

Iwona, pl. Szembeka

Ja zamieszkuję na pl. Szembeka 4. Plac jest piękny, imprezy reprezentacyjne, a ja mieszkam w lokalu komunalnym w kamienicy, z której podziwiam te imprezy. Ogrzewanie i wodę mam na prąd dostałam to mieszkanie dla siebie i czterech synów z racji niskich dochodów. Miesięcznie w tym budynku oprócz czynszu 500 zł powinnam płacić ponad 1 000 zł za prąd – ja nie mam takich pieniędzy.

I moim dylematem codziennym jest: co zapłacić? Jeżeli zapłacę za prąd, a muszę bo mi odcinają, kilkakrotnie mi odcinali wtedy nie mam się gdzie podziać z czwórką dzieci. Śpię u rodziców na podłodze z nimi, dzieci nie mogą odrabiać lekcji, nic nie mogą. Jeżeli zapłacę za prąd, nie starczy na czynsz i tak sobie kombinuję – szybko z mieszkania mnie nie wyrzucicie. I to są takie kalkulacje, a jeszcze jedzenie i pozostałe rzeczy.

Co ja mam zrobić? Bo ja ze stresu już mdleje na ulicy i zbiera mnie karetka bo ja nie widzę z tego wyjścia. Na liście jestem na 2016 r na zamianę lokalu a lokalu nie ma dla mnie z innym ogrzewaniem.

Co do dopłat do czynszu: owszem one są – 200, maks 300 zł, ale nie wolno mieć zadłużenia w czynszu, a ja mam zadłużenie bo jeśli zapłacę za prąd nie starcza mi na czynsz – więc z dopłat nie mogę korzystać. Moje życie polega na tym że zastanawiam się gdzie wziąć pożyczkę i co prędzej spłacić. W zeszłym roku dzielnica wymówiła mi umowę najmu – czyli groziła mi eksmisja, musiałam wziąć pożyczkę i spłacić zadłużenie na czynszu. Teraz po pół roku udało mi się zdobyć 2 pożyczki w banku.

Co ja mam zrobić? Ja nie oczekuję darowizny, ja chcę zapłacić za to mieszkanie, tylko to jest nie realne, po prostu.

Myślę że mój głos jest jednym z wielu, że nie walczymy o swoją jedną sprawę, tylko po to, żeby przedstawić że jesteśmy wszyscy w trudnych warunkach, że to nie są jakieś wymysły, że po prostu to nas doprowadza do choroby – mnie doprowadziło do choroby.

Hanna, ul. Chodakowska

Jeśli nie włączę grzejnika to mam w mieszkaniu 10 może 12 stopni. Kiedy mieszkałam tu sama (bo nie było wnuczki z dzieckiem ani syna) to się przenosiłam do jednego pomieszczenia, i tam i tak płaciłam za prąd co miesiąc ok 1 tyś. albo 800 zł. Żeby oszczędzić kupiłam mały piecyk na butlę gazową. W pewnym momencie miałam w mieszkaniu aż trzy butle gazowe – teraz mam dwie. Żeby porządnie nagrzać to zużywałam jedną butlę na tydzień a to koszt 55 zł, co i tak wychodzi taniej niż prąd. Ale wiedziałam że często mnie głowa boli od tego gazu. Teraz mieszka ze mną dwuletnia wnuczka to już się gazem nie grzejemy bo ona zaczęła chorować. I tak ciągle kaszlemy, a ja miałam zapalenie płuc dwa razy- to dlatego że w całym mieszkaniu mamy wilgoć.

Ponieważ tutaj nie było żadnych warunków, raz płaciłam komorne, raz nie płaciłam. Opiekowałam się wtedy mamą przez dwa lata. Nie mogłam się wyrobić z płaceniem i za czynsz i za prąd. Więc uznałam że tego komornego w ogóle nie będę płacić. Ale nie przypuszczałam że będzie tak że nas wyeksmitują. Nie myslałam że tak będzie bo tutaj nie ma żadnych warunków do życia – nie ma łazienki, sławojki na zewnątrz zabite dechami na kłudkę, oficjalnie w budynku nie ma toalet, śmietniki pod oknami, nie ma piwnicy, nie ma strychów, więc myślałam że nic mi nie zrobią – a to guzik prawda. Podali mnie do sądu, dowiedziałam się w ostatniej chwili kiedy było tu już dwóch komorników – sąsiad mnie zawiadomił. Miałam prawie 12 tyś. do spłaty. Starałam się jak mogłam – trochę się zadłużyłam u ludzi, trochę wyjechałam za granicę żeby zarobić, żeby to spłacić. Z wielkim trudem udało mi się przekonać dzielnicę żeby pozwoliła mi rozłożyć te komorne na raty.

Mieszkam tutaj od 1975 r. Jestem teraz na emeryturze. 27 lat pracowałam w Druciance ale zakład został zlikwidowany. Gdybym nie miała komorników to całość emerytury dostawałabym 1 300 zł. Mieszkanie kosztuje 475 zł, do tego doliczyć prąd. Gdyby syn nie pomagał to ja bym sobie po prostu nie dała rady. Nie wiem ile mi życia zostało, ale chciałabym mieć ciepło i pozbyć się tego grzania na prąd.

Edyta i sąsiadka, ul. T. Zana

Edyta: To nie są mieszkania dla biednych ludzi, to tylko taka nazwa, mieszkania socjalne, ale tu trzeba kupę pieniędzy w to mieszkanie wsadzać co miesiąc. Mieszkam z mężem i dwójką małych dzieci. Mamy lokal socjalny więc czynsz płacimy 1,45 zł za metr co wychodzi w sumie na 59 zł miesięcznie. Koszto prądu to wielokrotność czynszu, np. w grudniu zapłaciliśmy 1 700 zł, teraz (koniec stycznia) zapłaciliśmy w dodatku 500 zł ale jeszcze będziemy musieli się rozliczyć z elektrownią za cały miesiąc. W zeszłym roku zapłaciliśmy 4 tysiące za zimę i wcale nie mieliśmy tak ciepło w mieszkaniu.

Sąsiadka: My zapłaciliśmy za zimę 5 tyś złoty. Pisaliśmy wielokrotnie prosząc żeby ocieplili budynek, ale oni odpowiadają że nie mogę bo “to nie nasze”. W jakimś momencie uznaliśmy z sąsiadem że sami zrzucimy się żeby ten budynek docieplić. Gdy zgłosiliśmy taką chęć w dzielnicy dostaliśmy odpowiedź że jeśli tak zrobimy to oni znajdą pieniądze żeby to ocieplenie zerwać. Raz był u sąsiada przeciek bojlera i zalało ścianę budynku, cały dzień niemalże woda lała się po zewnętrznej ścianie kamienicy. Dzielnica w ogóle się tym nie zainteresowała, nawet nie nikt nie przyszedł sprawdzić. Woda wsiąkła w fundamenty – ja nie wiem jak to jest że ten budynek w ogóle jeszcze stoi.

Edyta: I jakiego grzyba mieliśmy na ścianach w zeszłym roku. W tym roku nie ma takiej mocnej zimy. My w dodatku w ogóle nie mamy wentylacji w mieszkaniu. To się przekłada na zdrowie dzieci. W poprzednim mieszkaniu nasz syn dostał astmy oskrzelowej – mieliśmy na to zaświadczenie od lekarza i nawet w wypisie ze szpitala było napisane żebyśmy do tamtego mieszkania nie wracali. Prosiliśmy żeby to mieszkanie nie miało grzyba, dzielnica obiecywała że w żadnym wypadku nie ma w tym mieszkaniu grzyba, no ale okazało się że jest. Zaraz drugie dziecko będzie na to chorować, dzieci to szybko łapią, to najgorsze paskudztwo.

Sąsiadka: Mój przyjaciel mieszka w bloku z centralnym, z ciepłą wodą, w mieszkaniu 2-pokojowym, własnościowym i czynsz płaci 360 zł, i ma wszystko. A ja płacę czynszu 500 zł za 32 metry, gdzie nie mam ani ciepłej wody, ani ogrzewania. Do tego dochodzi za prąd co najmniej 1 tyś zł miesięcznie jakby zime rozłożyć – przecież dwoje dzieci wykąpać, zrobić wszystkim pranie- to są koszty.

Edyta: W dzielnicy powiedzieli nam, że w tym mieszkaniu nie możemy mieć piekarnika, bo piekarnik zbyt dużo prądu zużywa a tutaj instalacja elektryczna jest w słabym stanie więc piekarnik byłby ryzykowny. Ok, nie mam piekarnika bo instalacja nie wytrzymałaby. Ale jak to jest, bo tu innego ogrzewania oprócz prądem nie ma, a grzejnik elektryczny bardzo dużo prądu pożera… więc jednak ryzykujemy pożarem ogrzewając się prądem. Dzielnica tego nie przewidziała? Remontu instalacji nie mogła wykonać?

[świadectwa pochodzą z naszej gazety O C.O. TA WALKA, zima 2018]