Kobiety na pierwszym froncie walki lokatorskiej

Nie da się nie zauważyć że główną siłą napędową protestów wobec zabójczych kosztów ogrzewania są kobiety. Od ulicy Mińskiej, przez Rembkowską, Grochowską aż po pl. Szembeka, Kawczą i T. Zana na Pradze Południe, najczęściej kobiety drukują i roznoszą ulotki, zachęcają do zrzeszania się sąsiadów, proponują kolejne działania i wypowiadają się w mediach. To te osoby zagrzały do walki inne dzielnice takie jak Włochy i Targówek. Na wewnętrzne spotkanie organizacyjne 27 stycznia przybyło ponad 50 delegatów kamienic, w tym 47 lokatorek. Kobiety stanowiły też przeważającą większość przybyłych na protest na nadzwyczajnych praskich obradach dzielnicy nt. ogrzewania 19 stycznia.

 

Bohaterki z potrzeby

Samodzielne pracujące matki, emerytki, kobiety opiekujące się domem, starszymi rodzicami lub wnukami, codziennie kalkulują jak związać koniec z końcem. Kiedy się nie da – często oszczędzają na sobie. Kobiety bardziej niż mężczyźni są narażone na wyzysk – to one obciążone są codzienną pracą na rzecz gospodarstwa domowego bez grosza wynagrodzenia. W dodatku za te gospodarstwa są przyzwyczajone płacić czynsz i koszty utrzymania. To tak jakby opłacać drogą fabrykę, w której pracujesz za darmo.

Dodatkowy przymus ponoszenia drastycznych kosztów ogrzewania mieszkań pogłębia tę sprzeczność. Iwonie z pl. Szembeka, matce pracującej w bibliotece [jej świadectwo na sąsiedniej stronie] horrendalne rachunki dla firmy energetycznej pożerają pensję i okruchy „socjału”. Miasto zrzuca na lokatorki koszty swoich własnych wieloletnich zaniedbań. Nie dość że muszą więcej pracować to zarobione pieniądze oddają na ogrzanie niepełnowartościowych mieszkań. Do tego trzeba jeszcze zapłacić czynsz, kupić jedzenie i inne podstawowe artykuły – „pomocą” służą tu pożyczki w banku. To nie koniec – kto zajmie się dziećmi, zrobi pranie, ugotuje obiad i usunie śmiercionośnego grzyba ze ścian? Gdy Iwona nie wyrobiła z czynszem, władze zaproponowały jej darmową pracę dla odrobienia długu. To byłby dla niej trzeci etat w tym drugi darmowy, biorąc pod uwagę pracę, którą wykonuje w domu i przy synach.
Takich historii jest wiele. Sporo uczestniczek protestów dotyczących ogrzewania na Pradze Południe to matki samodzielnie wychowujące dzieci. Jako jedyne żywicielki stają przed ciężkim wyzwaniem sprostania realiom, gdzie wysokie koszty utrzymania mieszkania idą w parze z niskimi płacami. To zadanie muszą w dodatku połączyć z pracą w domu i opieką nad dziećmi, co z reguły robią nieodpłatnie.

 

Lokatorki vs. władza

 

W odpowiedzi na te problemy, neoliberalne władze zrzucają odpowiedzialność za efekty antyspołecznej polityki mieszkaniowej na barki lokatorek. Żaden OPS ze śmiesznymi dodatkami rzędu 1 proc. realnych kosztów ogrzewania, ani oburzające programy odpracowania lub umorzenia części długu nie są rozwiązaniem, skoro długi wpisane są w życie mieszkańców pozbawionych C.O.  Ratusz i władze dzielnicy dotąd nie zaproponowały zmianę polityki nakręcającej spiralę długów. W ten sposób dają jasny komunikat: „to Ty jesteś winna – wciąż zbyt leniwa lub nieudolna”. Przyczepiają nam łatkę: „patologia”. Ale największą patologią jest właśnie polityka oparta na wyciskaniu z ludzi jak najwięcej pracy, za jak najniższą cenę. Przez przerzucanie na nas kosztów utrzymania mieszkań, bez względu na to jakbyśmy się starały, jesteśmy siłą wpychane w większe ubóstwo. Patologia to brak dostępnych mieszkań z tanim ogrzewaniem, to wyburzanie i prywatyzacja zasobu, który miał nam służyć [o skali tej patologii w tekście „Jak przetrwać zimę? Władza radzi: zbij termometr”]. Patologia to przymus opłacania wysokich kosztów życia mimo niskich płac, nawet jeśli wykonujemy prace niezbędne dla funkcjonowania tego miasta. Kobiety wykonują większość nisko płatnych prac w sektorze publicznym takich jak pracownice żłóbków, biblioteki, poczty, sekretarki, sprzątaczki, itp. Jeśli władze dzielnicy i miasta nie rozumieją swojej społecznej roli i obowiązku wobec nas – za co biorą swoje pensje? Komu bardziej pasuje łatka „darmozjadów”, „oszustów”, „patologii”?

 

W zamian za darmową pracę w domu – zero czynszu i zadłużenia

 

Nic dziwnego że to właśnie kobiety krzyczą głośno o prawo do mieszkania, w odpowiednim standardzie, z powszechnym dostępem do ogrzewania. To się kobietom po prostu należy – nie jako jałmużna czy zapomoga, ale w zamian za darmową pracę jaką wykonują na rzecz społeczeństwa: za opiekę nad mężczyznami, starszymi i wychowywanie dzieci, które wyrosną na przyszłych pracowników. Te kobiety protestują bo jasno widzą niesprawiedliwość systemu, w którym dają z siebie więcej niż mogą, a w zamian dostają drogie, zimne, zagrzybiałe, nieraz wręcz walące się lokale. Kiedy domagają się lepszych warunków życia i zwolnienia z dodatkowych kosztów, wymawiają służbę wobec takiego stanu rzeczy.

 

Do postulatów WSL dodajmy uzasadnienie od nas, kobiet: unieważnić długi i zwolnić z horrendalnych opłat w zamian za darmową pracę w domu na rzecz tego miasta!