Kobiety ze Szmulek versus państwo tylko dla bogatych

Zreprywatyzowany dom przy ulicy Łochowskiej 36. Wczoraj, tj. w sobotę o 10:00 rano przedstawiciele spółki Wilczyński Invest S.A. odebrali dwóm kobietom dostęp do mieszkania wraz z całym dobytkiem. Grażyna, na co dzień osoba sprzątająca w stołecznym sądzie i jej córka – pracownica kasy w supermarkecie zostały wysiedlone ze kamienicy, którą po reprywatyzacji doprowadzono do stanu zagrażającego życiu. Wciąż bez wyroku eksmisji, inwestorzy zostali zobowiązani przez sąd do zapewnienia lokatorkom mieszkania zamiennego na czas gruntownego remontu kamienicy. Wilczyński miał wielokrotnie powtarzać, że nie wyobraża sobie powrotu do przejętego przez siebie budynku kobiet, które zdążyły już się u niego zadłużyć. Nie czekając na uzgodnienie zamiennego lokalu, w sobotę rano właściciel wymienił zamki w bramie i drzwiach klatki oraz wstawił ochronę EkoTrade. Wraz z odebraniem dostępu do mieszkania prywaciarze odebrali Grażynie i córce cały dobytek, wraz z dowodami tożsamości i silnymi lekami na padaczkę, które lokatorka musi brać codziennie. Ochroniarz na polecenie właściciela wręczył Grażynie 500 złotych na przeżycie i wskazał opłacone pomieszczenie tymczasowe. Nie interesował się, że konieczne leki na epilepsję wydawane są tylko na receptę. Prywaciarz wyraził wolę zapewnienia lokalu na dłużej, jednak negocjacje na jego temat pragnie toczyć już z lokatorkami na ulicy / w hostelach.

Kobiety zwróciły się do WSL po wsparcie. Negocjacje z pełnomocnikiem właściciela zaczęły się od jego frustracji że psujemy mu sobotę, a skończyły na wstępnej propozycji wejścia pod warunkiem podpisania oświadczenia że lokatorka zrzeka się wszelkich roszczeń jeśli po drodze do lokalu coś jej się stanie…

Około 18:00 wraz z lokatorkami i sympatykami przybyliśmy na miejsce. Wkrótce zjawił się patrol interwencyjny EkoTrade, a po nim – policja. Funkcjonariusze, jak niemal zawsze w takich sytuacjach, uznali że lokatorki nie mogą niezwłocznie przywrócić posiadania lokalu bądź rzeczy własnym działaniem, mimo iż przewiduje to polskie prawo, art. 343 par. 2 KC. Na nic tłumaczenie, że kobiety nie mają nawet dostępu do swoich dowodów osobistych, a przez odebranie koniecznych leków prywaciarz naraża lokatorkę na znaczny uszczerbek na zdrowiu. Policjanci nakrzyczeli na Grażynę, żeby się „nie awanturowała” i zaakceptowała swój los.

Na miejscu nie zjawił się żaden przedstawiciel urzędu dzielnicy czy pracownik socjalny. Nic nie wskórała obecność przedstawiciela Komisji Weryfikacyjnej i byłego burmistrza Pragi Północ Pawła Lisieckiego. Także przybyłe na miejsce pogotowie stwierdziło że może udzielić wsparcia lokatorce dopiero jak dostanie ataku padaczki. W szpitalu Grażyna dowiedziała się że nie dostanie nowej recepty na lek bez okazania dokumentacji choroby, która jest zamknięta na dwie nowe kłódki wraz całym mieszkaniem.

Lokatorki spędziły wczorajszą noc w tymczasowym pomieszczeniu opłaconym przez właściciela. Dziś musiały się przenieść do innego pomieszczenia, pewien czas musiały spędzić na ulicy. Wciąż nie mają dostępu do swoich rzeczy. Prawniczka WSL Karolina Rybska prowadzi negocjacje z inwestorem, zadeklarował on że jutro (szanując swój wolny weekend) pozwoli lokatorkom wziąć najbardziej niezbędną część dobytku, w czwartek kobiety mają otrzymać propozycję lokalu zamiennego na czas remontu. Do tego czasu mają przebywać w lokalu tymczasowym.

Cała sytuacja dobitnie pokazuje, jak bardzo polskie państwo jest wciąż zbyt fasadowe w obronie  interesów lokatorów, jak mocno reprywatyzacja szkodzi ludziom, jak silnie prywaciarze przekonani są o swojej bezkarności. Jedyna nadzieja na zmianę płynie od osób, które zerwały się tego dnia do wsparcia dwóch wysiedlonych kobiet ze Szmulek. Wszystkie te osoby, czasem nie pierwszy raz, na własne oczy ujrzały obojętność instytucji ratusza i państwa na los uboższych pracownic, bez których Warszawa nie mogłaby funkcjonować. Szmulki – kwartał uznawany niekiedy przez elity za symbol „przemocy i patologii”, jest przez te same elity brutalnie wysiedlany na rzecz bogatszych, nawet kosztem ryzyka utraty zdrowia czy życia. Aby to się zmieniło, potrzebujemy gruntownego zerwania z antyspołeczna polityką ratusza i państwa oraz pro-deweloperskim nastawieniem policji. To wielki wstyd, że ratusz przez wszystkie te lata nie zerwał umowy o użytkowanie wieczyste z ANI JEDNYM prywaciarzem, który np. doprowadził kamienicę do ruiny aby zmusić lokatorów do wyprowadzki, a dom urządzać pod bogatszych. To wstyd dla tego i poprzednich rządów, że nie są w stanie przerwać RAZ NA ZAWSZE łańcucha reprywatyzacyjnej przemocy. W takich warunkach, nie wątpimy że umęczeni ludzie z Pragi i innych dzielnic w końcu zaczną na własną rękę wymierzać sprawiedliwość prywaciarzom. Wszyscy oczywiście wiemy, że dla nas, „patologii ze Szmulek” i całej stolicy, policyjne pałki są zawsze gotowe, a więzienia stoją otworem. Władze muszą sobie jednak zdawać sprawę, że takie „państwo prawa” ośmiesza się i traci wiarygodność w oczach coraz szerszej masy uboższych Warszawiaków i Warszawianek.

WSL apeluje:
– do właściciela o natychmiastowe wydanie przywłaszczonego dorobku lokatorek, udostępnienie lokalu zamiennego o odpowiednim standardzie i wypłaty reparacji za doznane krzywdy
– do władz dzielnicy o przyznanie lokalu wysiedlonym kobietom. Należy się bowiem spodziewać, że nawet po ew. spłacie długów i powrocie lokatorek do zreprywatyzowanej kamienicy właściciele będą podwyższać czynsz aż do eksmisji.
– do rządu i ratusza o weryfikację decyzji reprywatyzacyjnej oraz całego procesu przejęcia kamienicy przy Łochowskiej 36 przez Wilczyński Inwest SA

foto: Jakub Szafrański, Konrad Wiślicz-Węgorowski