Warszawa Wawer – Widoczna 51

Opracowanie: RR korekta: JG

Poniżej zamieszczamy krótki opis konfliktu trwającego pomiędzy właścicielem i lokatorami budynku  zlokalizowanego przy ulicy Widocznej 51 w warszawskim Wawrze.

Budynek przy ulicy Widocznej 51 zbudowany został w roku 1929 jako willa „Karpirzanka”. Po wojnie został podzielony na 6 lokali kwaterunkowych, nie został jednak znacjonalizowany i  dotychczasowi właściciele  zachowali prawo do ustanawiania prywatnych administratorów. W latach 80 właściciel 3/4 budynku wyemigrowała z Polski. W tym czasie lokatorzy we własnym zakresie doprowadzili co budynku centralne ogrzewanie, kanalizacje oraz instalacje gazową. W roku 1996, na wniosek zamieszkałego w Australii właściciela, obowiązki administratora przejął jeden z lokatorów budynku Józef  Rynkiewicz. Od 2001 roku zaczęły występować stopniowo problemy z płatnościami za czynsz od części lokatorów co wpływało na płynność w opłatach za podatek od nieruchomości.

Rok później pojawił się pełnomocnik w Polsce właściciela Michał Huzarski, który przyjął sprawozdanie przedłożone mu przez administratora budynku i obiecał udzielić pomocy. W styczniu 2004 dotychczasowy administrator wobec braku owej pomocy oraz problemów zdrowotnych zrezygnował z pełnionej funkcji.

W maju 2004 do lokatorów zgłosiła się, jako nowy pełnomocnik właściciela, Bożena Bartczak. W miesiąc później, na zebraniu mieszkańców oznajmiła że nowym właścicielem, który udzielił jej pełnomocnictwa  jest jej córka – Dominika Bartczak. Jak się okazało, już od stycznia 2003 roku posiadała ona pełnomocnictwo do zarządzania nieruchomością.(uzyskane jeszcze od poprzedniego właściciela). Nowym administratorem została Eulalia Baryłkiewicz. Pani Baryłkiewicz, nie bez satysfakcji, stwierdziła zgromadzonym, że „skończyły się rządy pana Rynkiewicza na Widocznej 51 i wkrótce nastąpi nowy porządek”. Wkrótce po przejęciu budynku rozpoczęły się różnego rodzaju szykany wymierzone w dotychczasowych mieszkańców. Pan Rynkiewcz obarczony został obowiązkiem spłaty zaległego podatku gruntowego, również za te miesiące 2004 r. gdy (zgodnie z decyzją ówczesnego właściciela) Bożena Bartczak pełniła obowiązki administratora budynku. Decyzją sądu, komornik przystąpił do egzekucji „długu” przez prawie rok pobierając część pensji p. Rynkiewicza. Następnie, pełnomocniczka właścicielki wystąpiła o wymeldowanie z mieszkania córki Państwa Rynkiewiczów. Jak okazało się na wniosku widniał sfałszowany podpis właścicielki, co umożliwiło podważenie decyzji przez sąd administracyjny. Po raz drugi wątpliwości co do oryginalności podpisu właścicielki pojawiły się w związku z pismem informującym o podwyżce stawki czynszu. Tym razem lokatorzy złożyli doniesienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury, oraz postanowili wstrzymać wpłacanie czynszu do czasu wyjaśnienia sprawy przez sąd. W trakcie postępowania Bożena Bartczak przyznaje się do podrobienia podpisu swojej córki, zaś prokuratura umarza śledztwo ze względu na „niską szkodliwość społeczną czynu”. Mimo decyzji sądu pani Rynkiewicz pod wpływem presji pełnomocniczki wpłacała przez cały 2005 rok pieniądze według nowej stawki czynszu. Pomimo tego, właścicielka budynku złożyła do sądu wniosek o eksmisje z lokatorów z powodu zaległości czynszowych. Także tym razem sąd przyznał racje lokatorom podważając ważność umowy o nowej stawce czynszu na której widniał sfałszowany podpis właścicielki (co zostało potwierdzone w toku postępowania sądowego). W międzyczasie założona została kolejna sprawa przeciwko Państwu Rynkiewiczom o eksmisję z powodu „bezprawnego zajmowania lokalu”.

W wyniku starań lokatorów udało się znaleźć właścicieli do pozostałych udziałów w budynku. Formalny spadkobierca 1/16 budynku zginął bezdzietnie podczas II Wojny Światowej, jednak lokatorzy dotarli do jego dalszej rodziny posiadającej prawa do dysponowania udziałami. W trakcie rozprawy o eksmisje Rynkiewiczów, spadkobiercy wystąpili do sądu z listem w którym wyrazili swoją niezgodę wobec działań Bożeny Bartczak. Jak okazało się po pewnym czasie pełnomocniczka odnalazła potomka osoby o tym samym imieniu i nazwisku co zmarły spadkobierca (nie była to jednak ta sama osoba) i najprawdopodobniej podpisała z nim umowę o przeniesieniu praw do udziałów w nieruchomości. Na podstawie tej umowy pełnomocnik właścicielki wnosi sprawę o zniesieniu współwłasności, mimo że de facto nie ma do tego prawa. Gdy sprawa wychodzi na jaw, jedzie do Zamościa, gdzie mieszka prawdziwa rodzina spadkobiercy i kupuje należące do nich udziały do 1/16 budynku. Ponieważ wcześniej weszła w posiadanie reszty praw do nieruchomości, cały budynek staje się własnością rodziny Bartczaków (córek pełnomocniczki).

Inni mieszkańcy budynku przy Widocznej 51 także spotkali się z szykanami ze strony administratorki i pełnomocnika właścicielki. Szczególnie drastyczną formę przybrały one w przypadku jednej z lokatorek – starszej schorowanej kobiety. Wobec zaległości czynszowych i groźby eksmisji lokatorka zawarła ustna umowę z pełnomocniczką, wg. której miała sprzątać posesje w zamian za umorzenie długu. Wbrew umowie, po upływie 8 miesięcy do lokatorki przyszło pismo w sprawie eksmisji. Po przegranej przez nią sprawie zaczęła być nachodzona przez pełnomocnika właściciela , który groził jej „wyrzuceniem do kontenera”. Parę dni po jednej z takich wizyt lokatorka dostała ataku serca i zmarła. Po jej śmierci głównym lokatorem mieszkania stał się jej syn wraz z żoną i dwójką mały dzieci, wobec których także trwa postępowanie o eksmisje. Bożena Bartczak zagroziła im wyłączeniem mediów i wody jeżeli ci nie zgodzą się z własnej woli wyprowadzić. Do lokatora zgłosił się również miejscowy dzielnicowy sugerując mu aby ten sam dobrowolnie się wyprowadził.

Właściciele konsekwentnie odrzucają wszelkie propozycje osiągnięcia kompromisu z lokatorami.  Część posesji została wydzielona i rozpoczęto na niej budowę apartamentowców. W drugiej części na której znajduje się budynek mieszkalny, właścicielka rozpoczęła „porządkowanie” terenu niszcząc stworzony przez lokatorów ogród oraz zasypując hałdą piasku szambo. W listopadzie lokatorzy zostali poinformowani, że wkrótce ma rozpocząć się remont generalny budynku obejmujący m.in.: generalny remont dachu oraz przebudowę szamba. Tym samym, remont najprawdopodobniej posłuży za pretekst do wysiedlenia mieszkańców – Bożena Bartczak najprawdopodobniej liczy na to, że uciążliwości prac remontowych zmuszą lokatorów do wyprowadzenia się.

W chwili obecnej (20 grudnia 2009), lokatorzy zawiadomili Sanepid oraz Komisję Nadzoru Budowlanego, starając się nie dopuścić do rozpoczęcia prac remontowych zimą. W sprawę zaangażowały się organizacje prowadzące kampanię „Mieszkanie Prawem Nie Towarem”.

Co ciekawe, Bożena Bartczak jest także pełnomocniczką właściciela jednego z budynków na warszawskich Włochach, gdzie także doszło do drastycznego łamania praw lokatorów.

Więcej informacji o konflikcie w warszawskich Włochach